ile kultury wymaga moda?

Czy moda jest dla głupich czy wręcz przeciwnie - tylko tych mądrych i kulturalnych?                              

 

            "Jeśli moda to tylko ubrania, nie warto się nią zajmować."

    Jej funkcje są dwie. Pierwsza, podstawowa – chronić. Przed zimnem i innymi czynnikami zewnętrznymi. Druga, wprowadzająca więcej zamieszania - ozdabiać. Gdy w grę wchodzą kwestie estetyczne automatycznie nasuwa się dylemat: podoba/nie podoba. Rzecz w tym, że niestety mało kogo obchodzi wasza osobista opinia. Możecie mieć własne, subiektywne zdanie, ale to jeden z produktów ubocznych powstałych kolekcji czy sesji zdjęciowych. Waszym obowiązkiem jest modę przede wszystkim zrozumieć lub choć pokusić się o próbę interpretacji. Nie jest to proste zadanie, bo żeby właściwie odczytać kolekcję potrzeba nie tylko chęci, ale przede wszystkim wiedzy. Nawet nie tej związanej stricte z modą, ale wiedzy o świecie, sytuacji politycznej czy sztuce. I tu nasuwa się pytanie: ile tej wiedzy właściwie nam potrzeba? Ile kultury wymaga moda?

    Każda kolejna kolekcja to rozległe zbiory inspiracji. Film, poezja, literatura, historia, geografia, człowiek. Nieskończona liczba motywów, absolutnie niemożliwa do opanowania przez zwykłego śmiertelnika. Każdy z nas już odhaczył osławione 10 tysięcy godzin ogólnej nauki, ale czy to automatycznie czyni z nas ekspertów w dziedzinie interpretacji mody? Większość rozpozna obrazy Mondriana na sukienkach Yves Saint Laurent’a lub popkulturowe zapożyczenia u Jeremy’ego Scotta, ale mało kto dostrzeże Frankensteina z powieści Mary Shelley w kolekcji Prady.


 Moda to często sztuka dla sztuki, ale jeszcze częściej sztuka przez sztukę.

    Przykładów z każdego sezonu są setki. Thom Browne umieścił w swojej kolekcji portrety pisarki Uny Troubridge, która była bohaterką malarstwa Romaine Brooks. Simone Rocha inspiracje zaczerpnęła z filmów Michaela Powella – horroru „Podglądacz” (1960) i dramatu „Czerwone Trzewiki” (1948), wplatając jednocześnie swój ukłon w kierunku rzeźbiarki Louise Bourgeois. Od kilku sezonów historii feminizmu uczy nas Maria Grazia Chiuri, za każdym razem odwołując się do postaci walczących o prawa kobiet. W recenzjach pokazów Christophera Kane’a notorycznie przytacza się postaci Mastersa i Johnson – pionierów seksuologii, a od kilku sezonów także hasztag #meetoo. Od Iris Van Herpen nauczymy się wszystkiego o druku 3D. Samej kiedyś przyszło mi się zmierzyć z pisaniem o jej sukience, która była trójwymiarowym poliamidem drukowanym metodą selektywnego wypalania połączonym z galwaniczną kąpielą w miedzi. A i na naszym rodzimym podwórku funkcjonuje marka 1683 Atelier, której nazwa odwołuje się do bitwy pod Wiedniem.

Moda w kulturze zatacza fascynujące koło. Czerpie inspiracje z muzealnych obrazów, żeby po kilku latach samemu stać się muzealnym eksponatem.
W Polsce to dopiero kiełkująca idea, by manekiny z ubraniami traktować na równi z malarstwem Matejki czy rzeźbami Abakanowicz. Kraków już poradził sobie z tym zadaniem podczas wystawy „Modna i już!”, 6 lat temu w Poznaniu na ogromnych szpulkach od nici oglądaliśmy projekty haute couture pod kuratelą Piotra Szaradowskiego, Gdynia prezentowała archiwalne projekty Barbary Hoff. Świadkowie twierdzą, że pierwszorzędnie.

    Ci, którzy chcieliby przekonać się na czym polega fenomen mody w muzeum, powinni obrać za kurs to jedno z najbardziej szarych miast – Łódź. Miasto włókienników poza barwnymi historiami o Jadwidze Grabowskiej czy Jerzym Antkowiaku nie bało się stworzyć narracji dla młodych. W czterech ścianach Muzeum Sztuki dwukrotnie można było oglądać projekty Domu Mody Limanka. Z drobnym odstępstwem od muzealnej normy. Eksponaty można było swobodnie przymierzyć. Zabroniono jedynie kupna.

    Czy jest szansa by śladami londyńskiego muzeum Victorii i Alberta lub nowojorskiego MET zamiast sylwetek Stelli McCartney czy Vivienne Westwood sprzed kilku sezonów zobaczyć w białych przestrzeniach Zachęty archiwalne projekty „topowych przedstawicieli polskiej mody”? Może mielibyśmy szanse gdyby tylko wszystkie kolekcje nie zlewały się w jeden dres, różową sukienkę boho, paradę koralików i koronek, czy wielką odę do basicu. W innym kolorze na każdy sezon.

    Wielkie nadzieje rozpala myśl, że ktoś zwróci uwagę na młodych. Oni wiedzą, gdzie szukać inspiracji. Nie ma wprawdzie szans byśmy wszystkie rozpracowali w mgnieniu oka, nikt z nas nie jest alfą i omegą, ale im więcej w nas ciekawości, tym lepiej. Dla każdej ze stron.

 

 

 

tekst: Nana Chomik

podobne