pocztówka z wakacji

Są miejsca, w których czas nie istnieje lub jak w nolanowskim filmie, stał się widzialnym wymiarem, biegnie gdzieś obok nas, zupełnie nie ingerując w rzeczywistość.
Odnajduję ten sam wehikuł czasu z początkiem wakacji. Nieważne jak daleko sięgnę pamięcią, zawsze wracam w to samo miejsce. Nawet dziś, naocznie mam przed sobą ten sam obraz. Nazywam go
„Kołobrzeg ‘97”.

Wychowałam się w Pogorzelicy, chciałoby się rzec „w nadmorskim kurorcie”, byłoby to jednak spore nadużycie. Na jej wspomnienie część moich znajomych reaguje gromkim „jeździłem tam na kolonie!”. I choć czasy kolonii już dawno za nami, w Pogorzelicy, jak i w dziesiątkach innych maleńkich, nadmorskich „kurortów”, wciąż stoją te same stragany z pamiątkami, a kłódki przy molo wciąż pamiętają obietnice wielkich (nie)skończonych miłości.

Zachody słońca w ramkach z bursztynów, personalizowane kubki, magnesy w imiennym portretem psychologicznym. Michalina – gadatliwa i błyskotliwa. Radek – flirciarz i bawidamek. Trójwymiarowe obrazy z Jezusem, nalewki z bursztynem, łapacze snów, śnieżne kule z latarnią morską. 1001 drobiazgów i jeszcze więcej możliwości by nadać swoim czterem kątom tandety i PRL-owskiego anturażu. A gdy plastikowe reklamówki wypełnią się już pamiątkami, muszelkami i kamyczkami, tak pieczołowicie zbieranymi, czas wkroczyć w świat mody i spektakularnych metamorfoz.


Możliwości są w tej materii jak kosmos – nieustannie się powiększają, choć niektórzy modlą się, by zobaczyć wreszcie ich kres. Szok mogą przeżyć Ci, którzy naoglądali się modowych żurnali i oczekują na nadmorskich deptakach współczesnych trendów, lub w ostateczności – olaboga! – tych z zeszłego sezonu. Odkryte ramiona, lny, kolory ziemi lub owocowych sorbetów, maxi sukienki, wiklinowe dodatki, plecionki czy chociażby uśmiech na twarzy to must-have jedynie na poczytnych portalach (być może na molo w Sopocie). Pogorzelica ma swój unikalny styl. Styl szarego sztormiaka, sandałów i obcisłej dzianiny.

Zanim jednak zdefiniujemy polskiego turystę, warto wspomnieć co oferuje się polskiemu turyście.
Zacznijmy od razu z wysokiego C – powiewające na wietrze syntetyczne tęcze, to jest kolorowe warkoczyki, które ku uciesze wielu, (a mojemu nabytemu bólowi istnienia) zaplatane są nie tylko u dzieci.
Ogromne ekspozytory z okularami w cenie 13-20 zł za parę. Projektowane tak dawno, że ciężko wskazać markę, którą podrabiają. Wyjątek stanowią oczywiście nieśmiertelne Ray Ban’y. W popularnym duecie wraz z kapeluszem. Niestety nie tym w duchu Jacquemusa, raczej Norbiego czy zespołu Kombi. Zazwyczaj z białej, poliestrowej słomki, przewiązane w marynarskim stylu – granatową wstążką. Uniseksowe.

Nie licząc długich sznurów z bursztynami, biżuterię nabyć można w automacie za 1, 2 lub w oznace największej miłości - za 5 złotych. Czas gwarancji produktu to godzina, dwie, lub pięć – w zależności od wydanej kwoty.
Gdyby któraś z Pań chciałaby nadwyrężyć swój portfel w którymś z nadmorskich butików aka wieszaków pod strzechą, sprzedawcy dużo wcześniej niż sama Anna Wintour, lansują kamp. Bluzki z kryształkami, falbany, jeansy z kwiecistym haftem, tshirt z flirciarskim napisem. Od lat na wybiegach/deptakach króluje dzianina, skrupulatnie podkreślająca i opinająca wszystko to, co nadmorskie: smażoną flądrę w głębokim tłuszczu, frytki, watę cukrową, chińskie zupki, orzeszki w karmelu, kebaba i gofry z bitą śmietaną, owocami i posypkami: kolorową i czekoladową.

Wraz z rozwijaniem się pandemii, modowe serwisy co rusz publikowały breaking newsy o potężnych wzrostach sprzedaży dresów, odzieży casualowej i wszystkiego, co dobre „do chodzenia po domu”.
Od lat Pogorzelickie ścieżki, nawet za hotelową bramą są jak ten casualowy dom. Leginsy z bluzami, powyciągane t-shirty, feerie barw i printów pogrążone w totalnym nieładzie i chaosie. W samoobronie przed morską bryzą – puchate polary i długie skarpety. Dla żartu, jak mniemam, noszone z krótkimi spodenkami.
Popularne są również bliźniacze stylizacje w różnych familijno-partnerskich konfiguracjach: ojciec-syn, matka-córka, mąż-żona etc. Te same kurtki, bluzy, sukienki, czasem nawet całe stylizacje. Chciałoby się przedstawić tu wzniosłą tezę o modzie, która nie ma płci, o uniseksowości i zatarciu granic. Pokuszę się jednak o bardziej przyziemne rozwiązanie – dyskontową promocję „dwa w cenie jednego”.

Jest jeszcze motyw, który przewija się na tym kołobrzeskim obrazie – wakacyjny romans. Sąsiedzi z przyczep kempingowych, córka hotelarza i turysta z Krakowa, harcerze z różnych obozów.  Serca kreślone palcem na piasku, damsko-męskie podchody, które z biegiem lat wcale nie nabierają dojrzałości, uczucia z terminem ważności. Naiwność i nadzieja na spotkania, gdy wakacje dobiegną końca, na listy. Wszystko kończy się w momencie zamknięcia zaśniedziałych drzwi pociągu na dworcu PKP Kołobrzeg.

 

TLK 81114, gotowy do odjazdu!

 

 

 

tekst i zdjęcie: Nana Chomik

podobne