moda w czterech ścianach

Globtroterka. Mnożona przez wszystkie szerokości i wysokości geograficzne. Ulice Tokio, pokazy w Mediolanie, rękodzieło Ameryki Południowej, brytyjskie magazyny – im więcej kierunków obierała, tym prężniej się rozwijała. Moda, nie tylko współczesna, rodziła się przez wpływy kreatorów i obserwatorów. Od podglądania sąsiadek, wertowania „Ty i ja” w PRL-u z zachodnimi modelkami pełnymi wykwintu i dystynkcji, aż po śledzenie kopenhaskich influencerek. Im więcej pokazów, im więcej relacji street style’u, zdjęć stylizacji na Instagramie i sesji w nowopowstałych magazynach, tym więcej trendów i must-have’ów do upchania w szafie.

Aż do dziś. Kiedy moda poszła do kąta, ale wcale nie odeszła do lamusa. Cały świat musiała zamknąć w przestrzeni czterech ścian.

Zamknięte fabryki, zamknięte sklepy, zamknięte redakcje. Utworzyła się pierwsza fala zapobiegawczej kreatywności. Obniżki w sklepach internetowych, darmowe wysyłki, wszędobylskie gratisy miały uratować sprzedawców. Sesje zdjęciowe (Vogue Italia lub i-D) czy kampanie (Valentino, Jacquemus) przez internetowe kamerki przez chwilę odkrywcze, za niedługo będą tylko drażnić. Internet cechuje przecież krótka data przydatności do spożycia, a obecnie to jedyne możliwe źródło rozwoju mody. Boleśnie przekonały się o tym marki, które do tej pory inwestowały w luksusowe butiki, pokazy czy współpracę z influencerkami zaniedbując e-commerce, który dziś jest jedyną deską ratunku. W Polsce sprzedaż internetowa do tej pory stanowiła zaledwie 10% przychodów. Dziś, choć sprzedaż internetowa zaliczyła wzrost o kilkadziesiąt, czasem kilkaset procent, wciąż nie będzie w stanie pokryć wszystkich dotychczasowych kosztów, które pokrywały obroty sklepów stacjonarnych.

Znaleźliśmy się w sytuacji, w której sprzedaż zgasła prawie całkowicie, a my poza koniecznością pokrywania kosztów (wynagrodzenia, koszty najmu, transport) musimy również sfinansować towar zakupiony na pół roku do przodu – firmy nie miały żadnej szansy przygotować się do takiego scenariusza wydarzeń.” – mówił Paweł Kapłon, właściciel marki Tatuum.


Raport PwC - 'Polski sektor modowy na krawędzi. Wpływ COVID-19" 

Raport PwC (do przeczytania tu) z 30 marca sugerował trzy scenariusze. Gdyby izolacja, a w tym otwarcie sklepów zakończyła się po Wielkanocy, nawet z wykorzystaniem pakietu pomocowego, luka gotówkowa w branży wynosiłaby 10,9 miliardów złotych, a sprzedaż w sklepach w porównywalnym okresie, dla pierwszego miesiąca po izolacji (LfL) wyniosłaby -32%  Drugi scenariusz zakładał dwumiesięczną izolację zakończoną w połowie maja. Luka gotówkowa wynosiłaby 16,1 mld zł, a LfL wynosiłby -52%. Tzw. powrót do normalności (gdzie LfL wraca do poziomu sprzed izolacji) możliwy byłby dopiero w grudniu 2021. Gdyby jednak czekał nas kolejny sezon zachorowań oraz przymusowa dwumiesięczna izolacja jesienią oraz wiosną przyszłego roku luka w branży mody wyniesie co najmniej 32 mld złotych ze średniorocznym LfL na poziomie -79%.

Polski rząd zamierza otworzyć galerie handlowe jutro, (poniedziałek, 04.05), jednak z dużymi obostrzeniami jak np. brak możliwości przymierzania czy ograniczona liczba klientów. Grupa LPP (Reserved, Mohito, Cropp) zapowiedziała, że ze względu na niekorzystne negocjacje cen najmu zamierza odstąpić od umów w przypadku ok. 300 butików. Prognozy jednak wcale nie pchają potencjalnych konsumentów do galerii i sieciówek. Chwile w izolacji zmieniły trochę nasz tok myślenia. Coraz więcej osób deklaruje, że może wydać więcej wiedząc, że dana rzecz jest lepszej jakości, wspiera lokalny biznes lub zasila cele charytatywne lub walkę z wirusem. Niektóre, zwłaszcza małe firmy na fali popularności #wspierampolskiemarki nie zauważyły spadków, wręcz przeciwnie – zanotowały wzrost klientów.

Klienci odcięci od galerii handlowych i sieciówek mieli więcej czasu, by przyjrzeć się lokalnym biznesom, zastanowić się na spokojnie, czego potrzebują i świadomie, nie tylko pod wpływem chwili, wybrać najlepszą opcję.” – mówi Ania, współzałożycielka marki bieliźnianej „Cztery Litery”.

Dziś, jak można się domyślać, prym wiedzie głównie sprzedaż  „ciuchów do chodzenia po domu” – dresy, leginsy, bluzy, wszystko co miękkie i przyjemne. Jest również popyt na to, co widać w obiektywie internetowej kamerki podczas konferencji, czyli eleganckie bluzki, zwłaszcza z fikuśnymi wykończeniami kołnierzyka. Gdy wyjdziemy z domów i będziemy czerpać garściami ze spotkań towarzyskich, rolą ubioru będzie celebracja i zabawa. Będzie strojnie, będą kwiaty, może nawet błysk, kolorowe cekiny i frędzle.

Gdyby wierzyć w „hemline index” tego lata będą to jednak długie sukienki. „Indeks rąbka u spódnicy” lub inaczej „sukienkowy wskaźnik” powstał w 1921 roku i opiera się na hipotezie, jakoby długość sukni zależała od stanu gospodarki. Miniówki wiodły prym w czasach hossy – latach 20. i 60. Ale im gorzej działo się na giełdzie, tym kobiecie spódnice się wydłużały. Moda na zakryte nogi pokrywała się z wydarzeniami jak Czarny Wtorek w 1929 w USA, kryzys naftowy w 1973r. czy pęknięcie bańki na rynku nieruchomości w 2008 roku. Ponoć światełkiem w tunelu dla gospodarki może być męska bielizna. Według ekonomisty Alana Greenspana to właśnie wzrost sprzedaży męskiej bielizny jest sygnałem zwiastującym początek odradzania się po kryzysie.  

Moda, niczym papierek lakmusowy odzwierciedla zmiany ekonomiczne i społeczne. Marzeniem jest by wydarzenia te rzetelnie raportowała i komentowała polska prasa. Jej przedstawiciele niestety z dnia na dzień tracą pracę. Agora postanowiła zamknąć magazyny „Logo” i „Avanti”. W wydawnictwie Edipresse zwolniono 31 osób, w Burda Media Polska blisko 50, zwolnienia były również w „Vogue’u”. Zarząd jednak nie podał informacji ile osób straciło pracę. Internetowe strony magazynów wprawdzie notują wzrost w odsłonach, lecz wszystkie, jak jeden mąż, przyjmują taktykę wyparcia. Obecny kontent to głównie polecenia filmowo-muzyczne,  tego, co w szafach  „influencerek” i pomimo niepewnej sytuacji na polskim rynku, przegląd sukienek na wiosnę z zagranicznych sieciówek. Polski czytelnik wnikliwych analiz obecnej sytuacji lub przewidywań przyszłości musi szukać raczej w zagranicznych źródłach. Wyjątek stanowią m.in. cykl artykułów Michała Zaczyńskiego - „moda po koranawirusie”. Kolejne zwolnienia i zamknięcia tytułów to niestety tylko kwestia czasu. Obecne (rzekomo) podyktowane były koronawirusem. Pytanie co będzie kolejną wymówką.

Optymizmem nastraja jednak powszechna opinia, że przetrwają Ci szczerzy, prawdziwi, autentyczni i kreatywni. Zamknięci w czterech ścianach zbudują coś nowego lub będą kontynuować to, co zaczęli. Annie Dello Russo – prekursorce street style’u, izolacja wcale nie przeszkodziła by stroić się i odpowiednio to dokumentować. Zamiast ekstrawaganckich sukienek YSL zakłada amarantową bluzę od Dries Van Notena albo dresowy total look w cętki  Zamiast Scotta Schumana albo Tommy’ego Tona zdjęcia robi jej partner albo samowyzwalacz.

bola - kampania .crowd., modelka Weronika Żurawska, zdj. Emilia Żurawska           Weronika w projekcie "Waiting Room" Zosi Promińskiej 

W przypadku Weroniki, zdjęcia robiła jej 14 letnia siostra. Występuje na nich jako jedna z bohaterek nowej kolekcji Boli, którą autorka, o ironio, kilka tygodni przed pandemią, nazwała .crowd. (z ang. tłum). Weronika pozuje w przestrzeni swojego fioletowego pokoju, w tym samym miejscu, gdzie przypadkiem 1,5 roku temu zdjęcia do projektu „Waiting Room” zrobiła jej Zosia Promińska. Wtedy pokoje nastolatków fotografowała z własnej woli, teraz ich prywatna przestrzeń stanowi jedyne możliwe tło do prezentowania nowych kolekcji. W projekcie Zosi chodziło jedynie o niepełnoletnich modeli, ale dziś to cała branża mody została uwięziona w czterech ścianach „Poczekalni”.

 

 

tekst: Nana Chomik

podobne