rozstania bez powrotów

W duecie zrewolucjonizowali modę, ale nie było im dane żyć razem długo i szczęśliwie, czyli o miłościach zaprzeszłych i rozstaniach, które (nie) przysłużyły się historii...  ...                

    Przybyli do Paryża w 1981 roku. Być może trzymali się wtedy za ręce i uśmiechali porozumiewawczo, by dodać sobie otuchy lądując na obcym kontynencie. Rei i Yohji - dwoje zakochanych w sobie Japończyków, którzy za chwilę mieli zszokować europejską stolicę mody swoimi awangardowymi projektami i wprowadzić zupełnie nową estetykę na eleganckie, paryskie salony. Dziś mało kto pamięta o tym romansie, a w książkach ich nazwiska, jak gdyby nigdy nic, rozdziela inny wpływowy japoński designer -  Issey Miyake.

    W kolekcjach posługiwali się jedynie czernią i podważali panujące ówcześnie dopasowane, kobiece konstrukcje wprowadzając oversize’owe sylwetki i asymetrię. Czy gdyby Yohji Yamamoto pokazał swoją wizję w pojedynkę wywołałby takie samo zamieszanie? Czy „Hiroshima Chic” przyjęłoby się gdyby Rei Kawakubo była w Paryżu sama? I czy współczesna moda mogłaby liczyć na kolejną rewoltę gdyby tych dwoje żyło ze sobą długo i szczęśliwie?

    Moda to często studium duetów. Jak w życiu – niektórych udanych, niektórych toksycznych. Sporo z nich trwa na dobre i na złe, w zdrowiu i w chorobie, kilka postanowiło się rozstać. Dziś niech będzie o tych drugich.

💕💕💕

    To już prawie cztery lata, a my wciąż rozpamiętujemy to jedno rozstanie – Marii i Pierpaolo.

    Wędrowali po tych samych korytarzach i uczyli się w tych samych szkolnych ławkach włoskiego Insytutu Designu, lecz spotkali się dopiero się kilka lat później poprzez wspólną znajomą. Chiuri, w ramach przyjacielskiej przysługi, odebrała pijanego Pierpaolo z dworca we Florencji. Ubrana w płaszcz w lamparcie cętki stała z wielką białą kartką z nazwiskiem „Piccioli”. Dziś, po ponad dwudziestopięciuletnim stażu przyjaźni, wciąż wspominają ten wieczór, gdy bez przerwy rozmawiali o modzie, sztuce i filmie. Iskry, które ciężko przeoczyć i zapomnieć.

    Wczesne lata 90’.
  Chiuri projektowała w Fendi już 2 lata, gdzie pracowała między innymi nad kultową „bagietką”. Zaprosiła do swojego teamu Piccioli’ego. Tak rozpoczął się na dobre ich zawodowy romans, który trwał przez 26 lat, aż do 2016, gdy Maria zgodziła się objąć stanowisko dyrektora kreatywnego w Diorze. Sama.

    W sferze zawodowej byli nierozłączni, niczym stare dobre małżeństwo. Zbudowali mocny duet buzujący od kreatywnych pomysłów. Ich relacja była tak silna, że gdy w ’99 sam Valentino Garavani osobiście wystosował zaproszenie o zaprojektowaniu całej linii akcesoriów, nie było mowy o pojedynczym stanowisku.  W duecie albo wcale. 8 lat później, gdy Valentino przeszedł na emeryturę, Chiuri i Piccioli – nazwiska mało komu jeszcze wtedy  znane, przejęli stanowisko dyrektorów działu akcesoriów, rok później – całego domu mody.

    Mimo, że marka Valentino wciąż pozostawała ulubieńcem czerwonych dywanów, starano się odzyskać jej dawny, międzynarodowy prestiż. Chiuri i Piccioli rozpoczęli opowieść o księżniczkach i wróżkach. Ich kolekcje opiewały w koronki, hafty, tiule i półprzezroczystości. Wszystko kobiece, bajkowe, subtelne, romantyczne. Z nawiązaniem do Szekspira, Hieronima Boscha czy Dante’go. Największy majątek zbili jednak na tym, nad czym pracowali większość swojego życia – akcesoriach. W większości butików stanowiły prawie połowę obrotów. Dodatki z serii Rockstud, (głównie) torebek i szpilek nabitych kwadratowymi ćwiekami były w posiadaniu każdej redaktorki i blogerki. Dziś ich podróbki można kupić na każdym rynku i w podziemnym przejściu.

    W 2015 Maria i Paolo otrzymali najważniejsze odznaczenie, „Oscara branży mody” – nagrodę CFDA. Niecały rok później ogłoszono, że Maria Grazia Chiuri odchodzi, nie tylko z Valentino, ale i od Pierpaolo.

    W wywiadzie dla i-D powiedziała: „To była piękna relacja i piękna przygoda, ale to tak jak z mężem – zawsze można mieć drugiego”. Jej drugim mężem został Christian Dior, dom w Rzymie zamieniła na ten w Paryżu, a Maria od tego momentu została zagorzałą feministką. (Albo tak próbuje wmówić światu).

    Kto jednak wyszedł lepiej na tym rozstaniu wiemy doskonale.  

    Kolekcje Pierpaolo w Valentino z sezonu na sezon przyprawiają o estetyczne uniesienia, kończą się owacjami na stojąco, a samą Celine Dion doprowadziły do łez. Kolekcje Chiuri doprowadzają do łez, ale niestety tylko tych smutku. Liczne grono krytyków z zapartym tchem czeka na jej rozwód z Diorem. Niestety dopóki jej kolekcje rodem z sieciówek lecz okraszone luksusowym logo, wyprzedają się na pniu, nic nie wskazuje nawet na „ciche dni” czy obietnicę separacji.

 

IF YOU WANNA BE MY LOVER

    Od królowej przepychu i gwiazdy pop do powściągliwej minimalistki, która z miłości do mody pozostawia swoje cztery przyjaciółki. Historia Victorii Beckham to opowieść o kopciuszku wywrócona do góry nogami. Z happy endem dla wybranych.

    Nierozłączna piątka - Scary, Sporty, Baby, Ginger i Posh. Najbardziej rozpoznawalna grupa osobowości od czasu Johna, Paula, George’a i Ringo. Choć swoje tryumfy święciły ponad 20 lat temu, wciąż pamiętamy teksty ich piosenek, a wraz z nimi kiczowate stylizacje Spicetek. Zwłaszcza Victorii – Posh Spice. Obcisłe sukienki-tuby, miniówki,  crop-topy i odsłonięty brzuch. Zespół rozpadł się w 2000 roku, a wraz z nim złamały miliony serc. Po 7 latach i tysiącach miłosnych listów Spice Girls ruszyły znów w trasę. Wtedy też Victoria postanowiła założyć swoją markę. Recenzje były, delikatnie mówiąc, nie najlepsze. Jednak 4 lata później stała się gwiazdą nowojorskiego fashion weeku, a jej marka była najczęściej publikowaną na Twitterze. Z roku na rok jej kolekcje stają się coraz bardziej wyważone, dopracowane, przemyślane. Pojawiają się nawet porównania do samej Phoebe Philo. Podczas gdy Victoria rzuciła się w wir pracy, jej przyjaciółki wciąż nie mogły przeboleć rozstania. Spice Girls powróciły po raz kolejny. W 2019 zagrały koncerty na londyńskim Wembley. Tym razem już bez Victorii.

    Pożegnania i powroty to destrukcyjna gra. Ta zakończyła się na Instagramie byłej Posh Spice hasztagiem #FriendshipNeverEnds.
Powrotów jednak nie będzie.
    Moda: 1 Spice Girls:0

 

(nie)szczęśliwa trzynastka

    Poznali się na planie zdjęciowym w Rumunii. On - fotograf, ona - stylistka.  Powiedziała mu wtedy „lubię Cię, ale absolutnie nie znoszę Twoich zdjęć”.

    Internetowe przysłowie mówi, że za sukcesem każdego mężczyzny stoi kobieta. Za jego sukcesem stała Venetia Scott. To ona tamtego dnia powiedziała mu: „Po co Ci te kiczowate eksperymenty? Nie kombinuj, rób swoje i po swojemu!”. Dzięki jej wsparciu zaczął działać na własnych zasadach i dziś, po 30 latach pracy, Juergen Teller jest jednym z najbardziej spontanicznych, bezpośrednich i szczerych fotografów w branży mody.

    Byli nierozłączni przez 13 lat. W życiu prywatnym i zawodowym. Kiedy świat zachwycał się supermodelkami – Lindą, Christy, Naomi, oni uparli się na Kate Moss – niską i zadziorną. Bliżej było im do hippisów-marzycieli niż artystów w stylu Vogue’a. Tworzyli okładki do i-D i The Face. Często na ciuchach vintage, bo żaden duży dom mody – Gucci Puccis, jak to nazywał ich Teller, nie chciał wypożyczyć im ubrań.

    „Byliśmy wtedy naiwnymi dzieciakami, mieliśmy przed sobą przyszłość i mnóstwo czasu do zagospodarowania. Robiliśmy jedną sesję rocznie, czasem dwie. Mało, ale w tym był cały urok.”

    Mimo rozstania nie spalili za sobą mostów. Dziś wciąż sporadycznie współpracują ze sobą, choćby dla brytyjskiego Vogue’a, gdzie Venetia jest dyrektorem mody.

    Historii o parach złączonych (z) modą jest na pęczki, nawet na naszym rodzimym podwórku. Weźmy duet Krajewska-Wieczorek. Rozeszli się w dwie strony, powiedzieli „do widzenia” w życiu prywatnym i osobistym, rozpoczęli bardzo udaną podróż w poszukiwaniu własnego „ja” w swoich pracach, ale nie zmieniło to w żaden sposób ich pozycji na rynku. Niezmiennie na wyżynach.

    Podobno szczerą pasją bardzo łatwo jest zarazić drugą osobę. A czy może być coś ładniejszego od wspólnego uprawiania pasji i miłości z drugim człowiekiem?

 

 

tekst: Nana Chomik

podobne