zarządzanie kryzysowe

Czy współczesna moda jest obarczona brzemieniem próżności i nie powinna odgrywać znaczącej roli w kulturze? Jakim językiem mówi i skąd się bierze kryzys w jej postrzeganiu?      ...             

    Zastanawiałem się ostatnio, co łączy mnie z modą. Przyszło  mi wtedy do głowy jedno słowo – kryzys.     Moda, podobnie jak ja, przechodzi kryzys. Wprawdzie na zupełnie innych płaszczyznach, a jednak.

    Moda to drugoplanowy narrator czasów, w jakich żyjemy i historii, jaką tworzymy. Wraz ze zmieniającymi się sytuacjami politycznymi, społecznymi czy kulturowymi zmienia się również ona. Ludzie budowali swoje tożsamości dzięki ubraniom, przemycali idee, manifestowali bunt, a przede wszystkim  komunikowali się między sobą. Tworzące się subkultury doskonale operowały modą, muzyką czy sztuką, by opowiadać o swoich frustracjach, rządzach i pragnieniach. Wymienione i niewymienione dziedziny kultury koegzystowały ze sobą, stawały się jednością, płodziły nowe spojrzenia na świat, w których każdy mógł znaleźć cząstkę siebie. A moda była bardzo istotnym elementem tej mikstury, jednym z głównych składników, którego smak było czuć sekundę po spróbowaniu. Moda jest i była pierwszym znakiem, który komunikował z jakimi wartościami utożsamia się jednostka, a co za tym idzie, w jakim świecie chce żyć. Jest jasnym komunikatem, uniwersalnym językiem, który można odczytać i zrozumieć.

    Element komunikacji funkcjonuje do dzisiaj, ale jego kontekst diametralnie się zmienił. Dziś współczesny dialog pomiędzy ludźmi a modą prowadzony jest za pośrednictwem kanałów social media, gdzie w prężnie działającej przestrzeni tworzy się nowy język – konsumpcjonizm.

    Nie uważam, by nabywanie rzeczy byłoby czymś złym. Sam lubię posiadać rzeczy, ale tylko wtedy, gdy są spójne ze mną, a nie sezonowymi trendami. Dziś spójność właściciela z ubraniem  zanika, zastępuje go jeden, najważniejszy komunikat: MAM. Jestem tego posiadaczem. Nabywam i oznaczam markę.

    Domy mody rozpoczęły dziwną grę z infuencerami, gdzie reguły nie do końca mają sens, a dyrektorzy kreatywni tworzą ubrania płytkie i jednosezonowe, wyłącznie pod swoich lajkonośnych odbiorców. Zazwyczaj nudne, nijakie, momentami wręcz brzydkie.  I choć bywają wyjątki, coraz częściej obserwujemy domy mody i projektantów, rozpaczliwie poszukujących oklasku osób rządzących w social mediach. Dyrektorzy kreatywni zaczynają tracić swój głos i indywidualizm, kolekcje stają się coraz słabsze, jesteśmy świadkami ciągłych rotacji i mało kto wie, jak połączyć charakter i DNA marki z oczekiwaniem rynku.

    Pełne ręce roboty ma jednak dział marketingu, który  co sezon, skutecznie wmawia nam potrzebę posiadania pojedynczych elementów nowych kolekcji. Własny gust, poczucie estetyki traci  na ważności. Jesteśmy naocznymi świadkami inwazji najpopularniejszych gadżetów danego sezonu, mimo, że data przydatności do spożycia jest niezwykle krótka. Modne akcesoria zalewają instagramowe konta. Głos konsumpcjonizmu przybiera na sile. Czynnik ekonomiczny to przecież kluczowy element tej gry. Nawet jeśli kolekcja jest nijaka, a recenzje miażdżące, lecz sprzedaż jest wysoka, dyrektor kreatywny nie musi wracać na „Start”, a jego pozycja pozostaje nienaruszona.

    Żyjąc w czasach rozpędzonych technologii i różnorodności, nie możemy przedstawić jednego, konkretnego obrazu naszego obecnego ubioru, który byłby odczytany z taką łatwością jak ten z lat dwudziestych czy siedemdziesiątych. Różnica pomiędzy modą dziś, a tą dziesięć lat temu jest jednak widoczna. Nie w zmianie estetyki, a myślenia. Znakiem naszych czasów jest zbudowanie mostu pomiędzy modą, a ekologią. Zminimalizowanie i redukcja zanieczyszczeń powstałych przy produkcji ubrań. Stojąc przed ogromnym kryzysem klimatycznym, moda poczuwa się do refleksji nad swoim karygodnym zachowaniem.

    Jednakże, by tak mogło się stać muszą dokonać się również zmiany co do traktowania mody przez samych użytkowników. Czas najwyższy by influencerzy zaczęli ponosić odpowiedzialność za głos, który zabierają. By zdawali sobie sprawę, że mają wpływ na zdecydowanie więcej spraw, niż tylko na to, jakie spodnie czy kurtkę chcą polecić swoim obserwatorom. A jeśli moda jest bardzo ważnym aspektem ich wizerunku, to wymagałoby to od nich wiedzy na jej temat -  częstej lektury, śledzenia nowych kolekcji, krytycznego spojrzenia, by móc nabrać nowego spojrzenia na tę dziedzinę, a co za tym idzie nieśmiałej formy edukcacji odbiorców, zamiast spłycania jedynie do aspektu posiadania. 

    Kryzys mody to wielopoziomowa kraina, gdzie językiem urzędowym jest konsumpcjonizm, ale w poszczególnych dzielnicach ich mieszkańcy posługują się różnymi dialektami. Nie każdy, kto jest związany z modą postrzega ją w tych samych kategoriach. Każdy ma inne wyobrażenia, każdy inaczej traktuje modę. Jej kryzys polega jednak na braku rozumienia mody w szerszym kontekście, braku umiejętności łączenia linków. Zauważenia, że aspekt kulturowy mody miesza się z ekonomicznym, łącząc również kontekst społeczny, czy nawet polityczny. Spłycanie mody jedynie do kontekstu konsumpcyjnego, pomijając jej pozostałe walory jest bardzo powierzchowne i niesprawiedliwe. 

 

 

tekst: Misza Pacanowski
zdjęcie okładkowe: Thom Browne/Filippo Fior

 

 

podobne